Skip to content

Przedmiot z innego świata

(kontynuacja opowiadania „Potwór”)

Kenardo łapczywie łapał powietrze. Uciekał długo na oślep, przez las, dopóki nie był pewien, że zgubił polującą na niego bestię. Teraz był już pewny, że potwór został przyzwany przez Popielate Elfy. Któryś ze Świetlistych Magów musiał wejść z nimi w układy i im pomagać. Północna granica Imperium Dwóch Twarzy nie wydawała mu się tak bezpieczna jak jeszcze wczoraj. Kenardo wiedział, że musi wrócić żywy, by poinformować o nowym zagrożeniu strażników ze Srebrnego D’Riltleth.

Szło ku wieczorowi. Musiał przeczekać noc. Łowca nie zdecydował się jednak na rozpalenie ognia. Wolał ryzykować spotkanie z głodnym niedźwiedziem, niż z Popielatymi Elfami, albo tym bardziej z ich bestią. Znalazł duże drzewo o rozłożystych konarach i już miał się na nie wspiąć, gdy zauważył jakiś błysk wśród jego korzeni. Ostrożnie odgarnął opadłe liście i jego oczom ukazała się okrągła metalowa szkatułka wielkości talerza.

Kenardo zawsze spodziewał się jakiejś podstępnej pułapki, więc nie zamierzał jej otwierać, a tylko zabrać ze sobą do zbadania. Krasnoludy ze Strzelistych Gór na pewno sobie z nią poradzą. Zaczął owijać pudełko kawałkiem płótna, gdy nagle pojawiły się na nim jakieś znaki. Łowca chwilę zastanawiał się, w jakim są języku. Były trochę podobne do runów używanych przez wyznawców Zapomnianego Boga. Oznaczały zapis miesięcy. Ale dlaczego szkatułka opisana by być miała symbolem miesiąca Maja? O, a teraz runa się zmieniła i zmieniała się nadal… Kwiecień… Marzec… Luty… Styczeń…

© Andrzej „Soulless” Kozakowski

Autor czyta:

Published inopowiadanie

Skomentuj jako pierwszy

Dodaj komentarz

RSS
Follow by Email